Kategorie: Wszystkie | poezja
RSS

poezja

poniedziałek, 17 listopada 2014

Kolejny wiersz poświęcony ludziom, ktrzy zginęli w obozie pracy, w Oświęcimiu i nie tylko. Była to rzecz straszna i okrutna i niezrozumiana dla  zdrowego na umyśle człowieka. Nie rozumiem jak można potępiać człowieka tylko za to, ze jest inny niż my, bo to znaczy, że trzeba potępiać cały świat i tylko siebie uważać za ideał i wzór cnót. Niepojęte jest dla mnie jak można kazać zabić tyle ludzi (oczywiście nie brudząc sobie przy tym swoich aryjskich rączek), ludzi przecież takich samych jak my, naszych braci. Wiem, że ludzie nigdy nie będą kochać się nawzajem, ale żeby chociaż szanowali drugiego człowieka, jego kulturę, poglądy, zwyczaje. O tym właśnie marzę.

 

 

„Ludzie co szli tą lub tamtą drogą”

„To oni ma matkę zabili.

Mych obrazów nie doceniali.

Oni  w bogactwie się pławili.

Od wieków winni złu wszelkiemu.

Odwdzięczę się im kara srogą.

Niech giną w nieludzkim cierpieniu.”

 

Tak nadjeżdżały ich wagony,

ludzi nazwanych przedmiotami.

Dlaczego? Za co potępionych?

 

Od wschodu do słońca zaćmienia,

ludzie szli tą i tamtą drogą,

by poznać kres swego istnienia.

Serce swe na haku wieszali,

szmaciane zabawki strażników,

żebra na pokaz wystawiali,

wylegiwali się na słońcu

przez cały dzień i nawet przez noc,

z kulą zatopioną w sercu.

 

Mogli pracować na śmierć swoją

lub umyć się w łaźni płomyków.

Ich wybór, którą pójdą drogą,

śmierć lub pracę i śmierć wybrali.

Nie od nich zależał własny los.

Za swój spryt i mądrość skazani.

 

środa, 12 listopada 2014

Znacie warszawską przyśpiewkę ,,Panna Franciszka''?? doczekała się ona wielu przeróbek miedzy innymi kabaretowej wersji ,,Ballada o Wiśniewskie''. Oczywiście ta piosenka stała się natchnieniem do stworzenia tego wierszyka. Mam nadzieje, ze będzie się go miło czytało.

 

„Panna Klaudia”
(„Panna Franciszka”)

Na pewnej wiosce za rogatkami,
siedziała sobie z rodzicielami,
piękna jak anioł, czarna jak auto,
a nazywali ją panną Klaudią.

Tata panienki był mechanikiem,
rzadko się kiedy trudził z silnikiem,
on by przerobił Fiata na Audii,
taki był tato panienki Klaudii.

A zaś jej matka nie pracowała,
co mąż zarobił, ona wydała,
wszystko wydała, oprócz swej cory,
która nie chciała wchodzić w amory.

A niedaleko od ich zagrody,
mieszkał kupczyk już nie taki młody,
co dzień u ojca naprawiał auto,
bo chciał się żenić z panienka Klaudią.

Ty tajemnicy ojciec wymykał:
„nie dla ciebie córka mechanika
i choćbyś co dzień naprawiał auto,
to nie ożenisz się z panną Klaudią”.

Ten wyrok straszny ślubu zabrania,
lecz jak powstrzymać się od kochania?
uparty kupczyk, on się nie maże,
on poprowadzi ją przed ołtarze.

cicho się zakradł pod jej okienko:
„otwórzże lufcik, piękna panienko.
Spotkaj się ze mną na rzeki brzegu,
zanim północ twój wybije zegór”.

Tak jak poprosił, ona zrobiła,
wyszła z domu, nim północ wybiła
i jadąc autem, gdy go ujrzała,
z radością w sercu, gazu dodała.

Nazajutrz rano go wytaskali,
a na nagrobku tak napisali:
„Pragnął ożenić się kupczyk z Klaudią,
lecz potrąciło go czarne auto”.

I taki morał z tego wynika,
nie kochaj się w córce mechanika,
bo choćbyś co dzień naprawiał auto,
to nie ożenisz się z panna Klaudią.


Odrobina czarnego humoru :-) Wiersz o, jakby nie było, wielkiej miłości i spełnionej obietnicy, oczywiście pisany z przymrużeniem oka. Aczkolwiek głębszy sens jest taki, żeby pamiętać jednak o przeszłości, lecz nigdy nie zamykać się na nowe możliwości. Pamiętajmy, że śmierć (czy po prostu koniec czegoś) jest równocześnie początkiem kolejnego życia i czegoś nowego.

 

„Wdowiec”

Płoną zboża, płoną lasy i modre strumyki.
Nasze plany i marzenia porwały płomyki.
Nigdy więcej nie zatańczysz w rytm tamtej muzyki.
Twoje ciało w ciemnej ziemi przykryły kamyki.

Obietnice niespełnione, słowa przemilczane.
Wszystkie piękne chwile szczęścia zostały zabrane.
Widać spotkać się na ziemi, już nie jest nam dane.
Ciało niegdyś Twe gorące, ogniem podpalane,

leży w popiół przemienione koło dzikiej róży.
Nie pamiętam Twoich oczu, ani włosów burzy,
nie pamiętam już dlaczego, nazwałaś mnie „murzyn”.
Widać pamięć człowiekowi niezbyt długo służy.

Wiem, że byłaś, lecz Twe imię z głowy wyleciało.
Po sam grób Cię kochać miałem, no więc tak się stało.
Dziś już nową mam dziewczynę mogę przyznać śmiało.
Ona z serca precz wygnała to, co tak bolało.


sobota, 01 listopada 2014

 Kiedyś zastanawiałam się czy nie posiadając żadnego majątku, coś po mnie pozostanie po mojej śmierci, czy mimo braku rzeczy materialnych mogę komuś coś pozostawić? Czy tylko to, co posiadamy, co możemy dotknąć jest naszym dobytkiem? Czy po śmierci bliskiej nam osoby rozpamiętujemy co posiadała czy to jakim była człowiekiem, czego nas nauczyła?? Wiersz adekwatny do dzisiejszego święta.

 

                                                                                                                                            ,,Testament" Polska, Wieczność

 

A kiedy i na mnie w końcu przyjdzie czas,

gdy Charon zaprosi mnie do swej łodzi,

i Bóg za me grzechy pośle mnie

w otchłań piekielną

  i gdy powrócę pod zwierzęcia postacią,

lub gdy po prostu ciało me

ciemność ogarnie i ogień pochłonie,

a popiół ludzie opłakiwać będą,

tak zostanie po mnie mój majątek,

który rozdzielić chcę oto pośród ludzi.

Słowa swe chcę oddać,

skrywanemu przed Bogiem, mężowi mojemu.

Te gorące, by przytulały go do snu

i te zimne, by rozsądek przy sercu pozostał.

Swa mądrość pragnę, dzieciom mym oddać,

by wyzbyły się potrzeby uczenia

na błędach swoich i żyły według

zasad czystego serca,

Tajemnica ma niech w przyjacielu zostanie,

największe bogactwo jemu się należy.

Wartości, którymi ciało me było przyodziane,

niech z dymem w świat ulecą.

Niechaj ta woń człeka każdego dotknie

i ta część majątku niech w nim pozostanie.

Wszystko co materialne urzędom zostawię.

Padlina, hieny narodu, nakarmię.

Niech spiszą wszystko w milionach.

Zgubią się w puszczy liter.

Utoną w stron oceanie.

I niech ze wstydu żywcem spłoną,

że przez lat tyle sami sobie stos układali.

Nie chcieli żyć w harmonii,

niechaj w chaosie zginą.

W końcu i Temida swój sen przerwać musi.

Gdy człowiek umiera, sprawiedliwość się budzi.

Każdy kto ten testament czyta,

niech zapamięta,

że dzieckiem jest moim i przyjacielem

i to w nim najwięcej jest mojej miłości.

W pełni władz umysłowych

i fizycznych jestem i oto

podpis mój składam.

Równowaga Duszy

 

czwartek, 30 października 2014

Wiersz religijny z dedykacją dla wszystkich wierzących ludzi, wierzących, ale nie praktykujących, wyznających inna wiarę niż katolicyzm oraz dla nie wierzących, bo nie chodzi o to, żeby chodzić co niedzielę do kościoła, tylko oto żeby szanować drugiego człowieka, nie potępiać nikogo, żyć według zasad danych od Boga (dekalog w zupełności wystarczy) i nie prowadzić z nikim wojny tylko pokojowo i rozsądnie rozstrzygać wszelkie spory. Tego wam i sobie życzę.

 

„Boże wybacz”

Boże wybacz im, bo nie wiedzą co czynią.

Pomodlę się za nich, bo to nie ich wina,

że zabić mnie chcieli, moją własną bronią.

Rozpostarcia mych ramion, nadeszła chwila.

 

I nie tych wina, co najgłośniej krzyczeli,

nie srebrników, nie języka wężowego.

Krew z ciała mego krzyż waszych grzechów dzieli.

Taka była wola Pana Najwyższego.

 

I tyle razy na krzyżu umierać będę

i tyle razy otworzą się me rany

i tyle razy z boskiego tronu zejdę,

ile grzesznicy staną ku raju bramy,

 

żeby łkać gorzko nad swoim marnym losem,

przeprosić za bezmyślnie rany zadane.

Widząc skruchę, nad głowy dłoń uniosę,

czyszcząc dusze przeze mnie umiłowane.

 

To dla was spłynęła krew słodka, niewinna.

Dla was Bóg mnie zesłał z moimi radami,

jak dusza z sumieniem w zgodzie żyć powinna.

Kochaj. Wybacz. Zrozum – sens życia wam dany.

niedziela, 19 października 2014

Mój ukochany wiersz i chyba najdłuższy :) Pamiętam, że pisałam go jak natchniona, każdą swoją myśl przelałam na papier, jedyny mój wiersz bez żadnych poprawek i ani jednego skreślenia choćby jednego, najmniejszego słówka.

 

” Mój piękny jedyny, aniele”


Mój piękny jedyny, aniele
z ciałem srebrzystym, tak gładkim,
ze skrzydłami diamentowymi,
co unoszą Twe ramiona
ponad złość ludzi.
Czy Twe ciało złocone,
pieszczące chmury,
nie mogłoby swym pięknem
pochłonąć zazdrości ludzi
i ich żądze władzy?
to wszystko co przeciw
miłości bliźniego
i zniszczyć nienawiść
klejnotami swej dobroci,
co zdobią Twe oczy,
dwa w pełni księżyce.


Mój piękny jedyny, aniele
z sercem gorącym, ogromnym,
posyp odrobiną mądrości swojej
głowy głupców i tych,
co szczęście za marność mają,
niech radują się ich twarze,
niech widzą barwy na nowo,
niech dzieci nie głodują
i nie cierpią,
bo ileż ich winy w tym,
że ludzie są źli wokoło,
żądają za wiele,
od innych ogrom, nic od siebie.


Mój piękny jedyny, aniele,
Ty jeden mnie rozumiesz,
lecz pomóc nie możesz.
Mój piękny, doskonały
tyle radości mi dajesz,
moje myśli ratujesz,
ciepło Twoje ogarnia
me serce,
lecz duch, co we mnie
od zawsze siedzi,
tak bardzo zraniony,
nie potrafi upodobnić
się do Ciebie,
nie pozwala wydobyć
miłości ukrytej,
co przez labirynt strachu
przedrzeć się nie może.


Aniele mój najpiękniejszy,
Ty jeden mi zostałeś,
o Tobie tylko myśleć,
tylko Tobą radować oczy
i nie słowa, a czyny
świadczą o dobroci mojej,
której ogrom mam w sobie,
lecz, jak wulkan uśpiony,
wylać jej z siebie
nie mogę.


Aniele mój jedyny, prawdziwy,
ofiaruj ludziom
co masz najpiękniejsze,
bo warci są tego,
choć błądzą po krętych
drogach życia.
Mną się nie przejmuj,
kiedyś nauczę się
realizować co się rodzi
w mojej głowie.
Bądź tylko żyw swą dobrocią,
bym mogła czuć lekkość Twoją,
bym mogła nadal marzyć,
bym  nie pozostała samotna…

Wiersz refleksyjny, kolejny już. Wiersz o kobiecie, która zabija swojego oprawcę i ląduje w więzieniu. W sumie logiczne ale czy sprawiedliwie? sami oceńcie.

 

„Ofiara to czy kat?”

Mamo! Zabiłam go.
Nigdy więcej nie przyjdzie pod nasz dom.
Żadnych łez, żadnych burd.
To jego koniec, lecz także i mój.

Za cudze grzechy płacę, siedząc za kratami.
Ofiarą kiedyś byłam, dzisiaj jestem katem.
Gdy do pięknych chwil wracam, już tylko myślami,
widzę jasne oczy, co porwały mnie latem
do świata z moich marzeń i szczęścia krainy.
Owszem, był chodzącym ideałem, lecz przez rok.
Gdy stłukł się jego kubek, choć nie z mojej winy,
Uderzył mnie w twarz. To był pierwszy do piekła krok.

Godność mą poniżał, moje ciało kopał.
Chciał mieć tylko władzę, nigdy mnie nie kochał

Mamo! Zabiłam go.
Nigdy więcej nie przyjdzie pod nasz dom.
Żadnych łez, żadnych burd.
To jego koniec, lecz także i mój.

Jak wiele można znieść, godzić się na strach i ból?
Przy jego boku cierpiałam, odejść nie chciałam.
Kiedyś z bajki książę, dziś oprawca, tyran, król.
W końcu siniaków nadszedł kres, nie wytrzymałam.
Kiedy kijem chciał uderzyć, ja w kuchni stałam.
Słabą dłonią, przed jego ciosem, nóż chwyciłam,
Wbić go, w tyrana serce, się nie zawahałam.
Uniosły się usta na myśl, że go zabiłam.

On setki ciosów zadał, ja tylko jeden.
Choć ofiara byłam, za kratami siedzę.

Mamo! Zabiłam go.
Nigdy więcej nie przyjdzie pod nasz dom.
Żadnych łez, żadnych burd.
To jego koniec, lecz także i mój.


wtorek, 14 października 2014

Uwaga będzie strasznie, wiersz o śmierci. Wszystko ma swój początek i swój koniec. Takie jest odwieczne prawo natury, którego nie zmieni ani człowiek, ani żadna nowoczesna technologia. Zamiast bać się śmierci, proponuję po prostu ją uszanować, ale też nigdy nie dawać za wygraną. ;)

 

„Czarna dama”

Tak blisko nam do niej, a jakby daleko.

Zawsze jest koło nas i cicho się skrada.

Gdy odejdzie w niepamięć, otwiera wieko,

by przypomnieć, że to ona światem włada.

Gdy zabiera serce człowieka, płyną łzy

maleńkie, kropelki pełne samotności.

Władczyni nasza w sukni z czarnych wron tańczy,

uradowana, bo nie ma w niej litości.

 

Na swej łodzi rozwija czarne żagle,

po morzu ludzkich dusz bezustannie krąży.

Chociaż oczekiwana, nadchodzi nagle,

Czy znajdzie się heros, który przed nią zdąży?

 

Dama zła, pod wieloma twarzami skryta.

Niekiedy potrafi przynieść ukojenie.

O trafności swych decyzji nigdy nie pyta,

pod rządami swymi ma niebo i ziemię.

Nie bój się jej, lecz zawsze memento mori.

Sam nie udawaj Boga, bo nim nie jesteś.

Bliski odchodzi, szanuj to z własnej woli,

bo tylko śmierci żywot ma drogi wieczne.

 

 

Na swej łodzi rozwija czarne żagle,

po morzu ludzkich dusz bezustannie krąży.

Chociaż oczekiwana, nadchodzi nagle,

Czy znajdzie się heros, który przed nią zdąży?

00:22, duszaserca , poezja
Link Dodaj komentarz »

To bardzo stary wiersz. Napisałam go kiedy Kabaret Młodych Panów dopiero zaczynał podbijać scenę kabaretową. Zakochałam się wtedy w panu Robercie Korólczyku i właśnie pod wpływem tych emocji (i trochę dla żartu) napisałam ten wiersz. :)


,,Tak to się zaczęło Roberciku”

W skeczu ,, szpachla, szpachla jeszcze raz”

nie zachwyciła mnie jego twarz,

lecz gdy rzekł w piosence: ,, Deja vu”

jego profil zaczął mnie bawić.

 

Ta błękity smutno patrzące,

Wąski od śpiewu trzepocące,

z bródką złączone – przy włosie włos.

Co ważne Franka Kimony głos

 

zbudził we mnie miłość uśpioną,

przez ton i brzmienie zaślepioną.

Śpiewu i twarzy połączenie

zyskało moje uwielbienie.

 

Dlatego zachwalam zażarcie

piosenkę „Nie jarajcie w aucie”.

Ona zaczęła miłość do chłopców,

co się śmieją z policjantów.

00:10, duszaserca , poezja
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2014

17.09.1939 r. Data napaści Rosjan na Polskę w czasie II wojny światowej. Nie wyjaśniona zagadka lasu katyńskiego. 11.04.2010r. katastrofa w Smoleńsku. Historia lubi się powtarzać. Znów zginął ogrom ludzi itak jak poprzednio zapewne można było tego uniknąć, a może i nie??

 

,,10 Kwietnia”


Las ten katyński naszym miejscem przeklętym,
znów zabrał ofiary do ziemi swojej.
A może to dusze oficerów
nie chciały, by mówić o nich?
Przecież to hańba
być zabitym przez wroga,
nie podjąwszy walki.
Mówiąc o tym, obraża
się bohaterów niespełnionych.
Dlatego do ziem swoich
Polski kwiat zabrali,
który chciał pamięć
oficerów zachować?
Jak nazwać lot ten do piekieł?
Zemstą czy przeznaczeniem?
Zawinił ptak żelazny,
czy to Bóg przymknął swe oko?
,,Nie mamy prezydenta”
w uszach jak żart zabrzmiało.
Świat nie przestał się kręcić.
Słońce wciąż ogniem oblane,
tylko niebo jakby płakało…
Ale przecież to niemożliwe
żeby wszyscy wkoło ten sam
żart znali.
 Te same szepty
i słowa cały świat obiegające.
Dlaczego to oni zginąć musieli?
I czemu akurat w dzień tragedii przeszłej?
Czy to kara jest za winy?
Czy nauczka dla nas na ziemi?
Pytania pełne żalu na groby,
jak kwiaty, rzucone.
I one również zwiędną.
Z chwilą świeże,
lecz z czasem wyschną
wstęgą niepamięci owiane.
A tylko kłótnie i spory
na wieki zostaną,
bo polityka, panie, współczucia nie zna…

 
1 , 2